Blox Sharllot z recenzjami.

Filmy, seriale, muzyka i książki widziane moimi oczami. Czyli to co dla mnie ważne. Zawiera spoilery!

Wpis

niedziela, 06 października 2013

Cornetto Trilogy

Pewnego pięknego dnia trzech panów, Edgar Wright, Nick Frost i Simon Pegg, wpadło na genialny pomysł (nie dam ręki uciąć, że nagle i w tym samym momencie ich olśniło, ale przyjmijmy że tak). Postanowili stworzyć coś ciekawego i oryginalnego. A mianowicie postanowili nakręcić filmy. Ale nie zwyczajne filmy. Trzy (bo trylogia) nie banalne filmy, które wchodzą w skład "Blood and Ice cream trilogy" (lub "Cornetto Trilogy" albo "Trzy smaki Cornetto" po polskiemu). Oczywiście, żeby nie było za prosto, oglądałam filmy od tyłu. Dlaczego? Nie mam pojęcia! Wszystkie trzy filmy sobie czekały a ja chwyciłam za The World's End, bo przez ten film właśnie zainteresowałam się projektem. Niestety nie było nikogo, kto przywaliłby mi w głowę i pokierował wybór na pierwszy a nie ostatni film. Nic jednak straconego. Obejrzałam wszystkie i się zachwyciłam. Kolejność była zbędna.

SHAUN OF THE DEAD


Zachowajmy pozory normalności i opiszmy filmy tak jak wychodziły na świat. Czyli najpierw Wysyp Trupów z 2004r. Ze wszystkich trzech filmów, ten najmniej mi się podobał. Nie znaczy to jednak, że był zły. Bo nie był. Simon Pegg wciela się w Shauna, który średnio sobie radzi z życiem. I kiedy sobie tak żyje okazuje się, że ludzie zmieniają się w zombie. Shaun chce przetrwać ratując siebie i ludzi sobie najbliższych. Oczywiście nie jest to takie łatwe, kiedy walcząc z kobietą-zombie, twój najlepszy przyjaciel zamiast pomóc, robi zdjęcia. Oczywiście nie jest to zwykły horror. Wystarczy tylko zobaczyć scenę, w której bohaterowie próbują naśladować zombie. Simon Pegg i Nick Frost świetnie razem współdziałają, co pozwala nam z przyjemnością oglądać film.

HOT FUZZ

Mam problem, bo nie wiem czy właśnie ten film czy The World's End jest moim ulubionym. Oglądanie tego filmu sprawiło mi wielką radość. Zwłaszcza, że tutaj mamy połączenie kryminału, komedii i filmu akcji. Wybitny policjant Nicolas Angel (nie zgadniecie, ale grany przez Simona Pegga) zostaje przeniesiony z wielkiego Londynu do małej wioski. Panujące tam naciągnięte zasady prawne nie są przez niego do przyjęcia. Życie w owym miejscu nie jest jego spełnieniem marzeń. Na szczęście zaprzyjaźnia się z nieco nierozgarniętym policjantem, który marzy o tym, by przeżyć akcje rodem z filmów akcji (w tej roli Nick Frost). Życie Nicolasa zmienia się, kiedy zaczyna spostrzegać, że nieszczęśliwe wypadki, w których giną mieszkańcy, owymi wypadkami nie są. 

Ogólnie uśmiałam się niesamowicie. Dialogi jakie pojawiają się w filmie powalają na kolana. Scena, w której Angel pyta się chłopaka o wiek jest zabójcza. Oczywiście nie zabrakło odniesień do wcześniejszego filmu. Pojawiły się lody czy skok przez ogrodzenie (to chyba mój ukochany motyw). Simon Pegg, który pod koniec filmu wygląda niczym komandos wyciągnięty żywcem z jakieś wojny, jeżdżący na koniu i dodatkowo walczy z połową miasteczka powala.

THE WORLD'S END

Jako, że to był mój pierwszy film z trylogii, nie byłam nastawiona na to co ujrzę. Po tytule miałam wizję jakiegoś kolejnego filmu o końcu świata. Przecież to taki modny motyw. Włączyłam film, a tu się okazuje, że The World's End to nazwa pubu. Na dodatek 12 na Golden Mile. Simon Pegg tym razem wciela się w rolę lekko obłąkanego mężczyzny, który żyje przeszłością. A dokładniej dniem, w którym postanowił z przyjaciółmi przejść w jedną noc wspomnianą wcześniej Golden Mile, czyli zaliczyć 12 pubów pod rząd. Niestety owego dnia odnieśli porażkę. Dlatego po kilkunastu latach Gary King postanawia sprowadzić swoich przyjaciół do rodzinnego miasteczka i spełnić marzenie. Koledzy, którzy w przeciwieństwie do Gary'ego dorośli, nie są za szczęśliwi. Postanawiają jednak się pojawić. Wszystko zaczyna się jednak psuć, kiedy okazuje się, że miasteczko opanowały roboty. Ich jedyną nadzieją jest ukończenie mili.

Powiem tak, było kilka scen, przy których płakałam ze śmiechu. Moja ulubiona to chyba scena walki w barze, w której Gary próbuje wypić piwo. Oprócz tego ciągłe wypowiadane przez Martina Freemana W.T.F. jest nie do opisania. Oczywiście muszę wspomnieć o Peggu. Jestem fanką Brytyjczyków. Wiem, że mają dość specyficzny typ urody, ale ja go uwielbiam. Pegg, jak widać, należy do grupy, którzy wyglądają bardzo Brytyjsko. Dlatego kocham na niego patrzeć. A już jak lata mi w długim, czarnym płaszczu to jestem w niebie. To było wspaniałe 109 minut dla moich oczu.

 

Na prawdę warto poświęcić trochę czasu by zapoznać się z tą trylogią. Posłuchać tych dialogów, zobaczyć te sceny i wyłapywać rzeczy, które są nawiązaniem do poprzednich części. Ciekawym pomysłem jest, by każdy film opowiadał o czymś innym ale aktorzy się powtarzali. Tworzy to piękną całość. Absurd wręcz wypływa. Ale o to w tym chodzi.

9/10

 

*grafiki z Tumblr

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
sharllot
Czas publikacji:
niedziela, 06 października 2013 00:05

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • dzoanae napisał(a) komentarz datowany na 2014/07/09 14:37:58:

    Mam już jakieś ubezpieczenie wypadkowe, a ty?

Dodaj komentarz

Kalendarz

Listopad 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny